Rozmowa DIALOG-u z Matthiasem Platzkiem
W jakim stopniu Pańskie spojrzenie na rok 1989 jest typowy dla innych Niemców z NRD
Polski Okrągły Stół był ożywczym impulsem dla politycznego myślenia, a dla ludzi krytycznie nastawionych w NRD, bez wątpienia! „Okrągły Stół” – to był w latach 1989–1990 popularny termin, nierozerwalnie związany z nadzieją na zmiany. Nie należy przy tym zapominać, że pod koniec lat 80. kierownictwo SED podsycało w społeczeństwie uprzedzenia względem Polski. NRD była w półoficjalnej propagandzie przedstawiana jako społeczeństwo ładu i porządku – temu przeciwstawiano chaos panujący w Polsce, tak zwaną „polnische Wirtschaft”. Lecz wobec fali reform w 1989 roku lansowane oficjalnie oszczerstwa znajdowały coraz mniejszy posłuch, wielu obywateli NRD zapomniało o swoich uprzedzeniach. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na szczególną cechę dzisiejszego postrzegania tamtego okresu. W niemieckiej pamięci o roku 1989 demokratyzacja na Węgrzech zajmuje o wiele ważniejszą pozycję niż polskie kompromisy zawierane przez Solidarność i PZPR, choć zdaję sobie sprawę, że wiele osób w Polsce uznaje to za niesprawiedliwe. Wynika to przede wszystkim stąd, że 10 września 1989 roku została otwarta granica węgiersko-austriacka. Ten wyłom w żelaznej kurtynie bardzo poruszył ludzi w NRD i sprawił, że bardziej pamięta się o nim niż o wydarzeniach w Polsce. Wspomnienia o Solidarności są wyraźniej powiązane z okresem 1980-81. Lecz moim zdaniem są to niuanse. Krótko mówiąc: we wschodnioniemieckim obrazie całościowym roku 1989 obecne są zarówno Węgry, jak i Polska, lecz trzeba stwierdzić, że żaden z tych krajów nie stoi na pierwszym planie w pamięci zbiorowej o tamtym okresie. W sposób oczywisty jako pierwszy przychodzi tu na myśl upadek muru berlińskiego z 9 listopada.
W jakim nastroju Niemcy z dawnej NRD patrzą dziś na rok 1989. W jednym ze swoich najnowszych tekstów w poczdamskim piśmie „Perspektive 21” podkreśla Pan, że wobec kryzysu finansowego 52 procent Niemców wschodnich uznaje gospodarkę rynkową za niewydolną. 43 procent życzy sobie powrotu „socjalistycznego modelu gospodarki”. „Jeden kraj, dwa społeczeństwa” – tak opisuje Pan nastroje w Niemczech...
Nie interpretowałbym przytoczonych wyników badań w ten sposób, że większość mieszkańców Niemiec Wschodnich chce powrotu do warunków z okresu NRD. Ale to prawda, że we wschodnich landach bardziej powszechna jest niepewność, lęki i niejednokrotnie poczucie bezradności. Skąd się one biorąω Mszczą się na nas błędy najnowszej historii. Kanclerz Helmut Kohl w 1990 roku nie wykorzystał pozytywnych nastrojów wokół zjednoczenia, żeby wskazać na czekające nas trudności wynikające ze zmiany systemu. Powinien wtedy powiedzieć: „Stoi przed nami zadanie na miarę Herkulesa. Będziemy musieli nie tylko zakasać rękawy, ale powinniśmy także liczyć się z ograniczeniami i przeciwnościami. Będzie to bardzo trudna droga. Lecz jej cel jest tego wart”. Tymczasem Helmut Kohl przekazywał coś wręcz odwrotnego. System gospodarczy dawnej RFN jest tak silny i prężny, że bez problemu jest w stanie doprowadzić do przekształcenia dawnej NRD. Slogan „jedność za grosik” był tak samo popularny, jak „kwitnące krajobrazy”, które miały wkrótce powstać. Nastawiło się na to całe pokolenie ludzi. Proces transformacji w nowych landach przebiegał tymczasem o wiele ostrzej niż oczekiwano. Rozdźwięk między obietnicami a wysiłkiem, jakiego wymagała przebudowa, doprowadził do rozczarowania. Do tego dochodzi coś jeszcze: zjednoczenie narodu nie opiera się tylko na komponentach materialnych. Musi także następować na płaszczyźnie mentalnej. Na początku zjednoczenia Niemiec popełniono niestety poważne błędy psychologiczne, które w oczach niemałej liczby osób deprecjonują materialną pomoc solidarnościową, którą świadczyli mieszkańcy Niemiec Zachodnich.
Obecny kryzys finansowy i gospodarczy dodatkowo nasila poczucie niepewności wielu mieszkańców dawnej NRD.
W jaki sposób przystąpienie Polski do strefy Schengen wpłynęło na nastroje Niemców na wschodzie, jakie jest ich nastawienie do otwarcia granic, do polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Przed włączeniem Polski do Schengen słyszało się zarówno głosy pełne nadziei, jak również sceptyczne, przede wszystkim stale powracała teza, że ułatwi to nielegalną imigrację i działalność środowisk przestępczych...
Przed likwidacją kontroli granicznych było w Niemczech wielu sceptyków. 21 grudnia 2007 patrzyłem na wszystko o wiele bardziej optymistycznie, powiedziałem wtedy, że ten dzień będzie oznaczał prawdziwy przełom w stosunkach ponadgranicznych. Dzisiejsze nastroje panujące wzdłuż Odry potwierdzają mój optymizm. Po raz pierwszy ludzie postrzegają polsko-niemiecki obszar graniczny jako wspólny region. Likwidacja kontroli paszportowej wywołała niezwykle pozytywną zmianę w ich nastawieniu. Nie oznacza to, że nie ma już sporów, ale bardziej szuka się wspólnych rozwiązań.
Pan sam nie tylko entuzjastycznie wypowiadał się na rzecz likwidacji kontroli granicznych, ale także wraz z senatem Berlina optował za otwarciem niemieckiego rynku pracy. Dlaczego jest Pan wśród niemieckich polityków osamotniony w tych żądaniach...
Czasami strach jest tym większy, im większa jest odległość od przedmiotu obserwacji. My, Brandenburczycy, jesteśmy blisko tego tematu, obserwujemy rynek pracy, bezpośrednie spotkania i handel. Normalny stan wygląda u nas tak, że w poszczególnych regionach polscy klienci zapewniają niemieckim kupcom nad Odrą do 50 procent obrotów. Polskie rodziny mieszkają po niemieckiej stronie, korzystają z przedszkoli i szkół. Bliskie współżycie stało się normalnością. Dlatego ograniczenia na rynku pracy odbieramy jako sztuczne tworzenie barier. Niestety rząd federalny i większość landów, którym brakuje tego bezpośredniego doświadczenia, inaczej patrzą na te sprawy.
Przypomniał Pan, jak bardzo wschodnia część Brandenburgii uzależniona jest od współpracy z Polską. Lecz także cały land odnosi korzyści ekonomiczne z tej współpracy, Polska jest dla Brandenburgii krajem eksportu numer jeden, w 2007 eksport towarów do Polski osiągnął wartość 1,5 miliarda euro. W celu wspierania tej współpracy, stworzenia jej odpowiedniej podstawy, Brandenburgia zainicjowała powstanie sieci Partnerstwo Odrzańskie. Jakie są jego zadania, jaką odgrywa rolę i jak jest przyjmowane w Polsce
Próbujemy stworzyć partnerstwo nowego typu, które nie przebiega według dawnych wzorów i obywa się bez umów, które później są automatycznie realizowane punkt po punkcie. Chcemy prowadzić nieustającą debatę bez ograniczeń. Naszym celem jest wzmacnianie mocnych stron podmiotów regionalnych i wykorzystywanie zdobytego tam know-how z pożytkiem dla wszystkich. Konkretnie wygląda to tak, że land czy województwo, które czuje się powołane do zajęcia się jakimś konkretnym tematem – na przykład komunikacją – obejmie wiodącą rolę w jego realizacji i potem zajmuje się tworzeniem koncepcji i motywowaniem partnerów do współpracy. W ramach Partnerstwa Odrzańskiego określiliśmy dotychczas około dziesięciu takich tematów, które już są opracowywane, poczynając od turystyki aż do dostosowywania rozkładów jazdy w nadgranicznej komunikacji kolejowej. Nie chcemy owej współpracy koncepcyjnej ograniczać tylko do landów czy województw, od początku do współpracy włączane są także wielkie ośrodki miejskie jak Poznań, Wrocław czy Szczecin, a także euroregiony położone wzdłuż granicy. Partnerstwo Odrzańskie stanowi platformę nieformalną, lecz z merytorycznych dyskusji mogą powstać projekty współpracy, które potem zostaną określone w konkretnych umowach. Wprawdzie po obu stronach istnieją nadal egoizmy narodowe i regionalne, ale coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że razem osiągniemy więcej.
Wydaje mi się, że powinniśmy jeszcze silniej współpracować ze sobą, zwłaszcza w dziedzinie komunikacji i infrastruktury. W tym celu na następne 15–20 lat potrzebujemy strategicznego planu, który zdefiniuje projekty ważne dla regionu Odry, na nowo określi konieczność połączenia. Na przykład: rozbudowujemy właśnie linię kolejową Berlin–Poznań, by przystosować ją do tempa 160 km/h. To bardzo dobrze, ale czy to będzie prędkość ostateczna na XXI wiek, kiedy na Zachodzie pociągi jeżdżą już niemal dwa razy szybciejω Krótko mówiąc, musimy mieć nowe cele strategiczne dla regionu odrzańskiego, aby ta część Europy po obu stronach granicznej rzeki stała się jednym znakomicie prosperującym regionem. Na drugiej konferencji na temat Partnerstwa Odrzańskiego zaplanowanej na czerwiec 2009 roku w Poczdamie chcemy określić te nowe strategie.
Jak wygląda obecnie wsparcie dla konferencji o Partnerstwie Odrzańskim ze strony rządu polskiego
Odkąd premierem jest Donald Tusk, klimat wyraźnie się poprawił, polski władze bardzo pozytywnie oceniają dialog regionów nadodrzańskich. Pod rządami Jarosław Kaczyński panował klimat uniemożliwiający wszelkie rzeczowe rozmowy. Mam wrażenie, że za rządów premiera Tuska komunikacja po polskiej stronie między urzędami marszałkowskimi i Warszawą stała się bardziej produktywna i przewidywalna. Owo odprężenie służy także współpracy przygranicznej. W tym miejscu z przyjemnością chciałbym wspomnieć, że landy i województwa zrzeszone w Partnerstwie Odrzańskim organizują 23 kwietnia w Brukseli wspólną konferencję poświęconą Schengen, na której innym regionom Europy przedstawią swoje doświadczenia zebrane przez rok funkcjonowania otwartej granicy polsko-niemieckiej.
W jakim miejscu region graniczny znajduje się dzisiaj: wbrew retoryce SED o przyjaźni narodów, przed 1989 rokiem granica na Odrze była drugą żelazną kurtyną za żelazną kurtyną. Współpraca na poziomie regionalnym i komunalnym po roku 1989 musiała zostać zbudowana na nowo. Konkretnie oznacza to: budowanie mostów i dróg, rozbudowę dodatkowych przejść granicznych, próby wspólnego planowania przestrzeni, dostosowanie szkolnictwa do polsko-niemieckiego charakteru regionu nadodrzańskiego. Jak dzisiaj wygląda rozwój regionu granicznego. Gdzie dostrzega Pan deficyty, gdzie zmiany następują zbyt wolno...
Kiedy przyjrzymy się infrastrukturze ponadgranicznej oraz współpracy w dziedzinie edukacji, musimy niestety stwierdzić, że w porównianiu do naszych dążeń, obszary te nie są jeszcze dostatecznie rozwinięte. Nie chcę tą oceną negować pozytywnych przykładów, wielu partnerstw szkół i wyższych uczelni, jak choćby polsko-niemieckie gimnazjum w Neuzelle. Ale zwłaszcza w szkolnictwie jesteśmy jeszcze bardzo daleko od rzeczywistego zrośnięcia się dwóch regionów. Dotyczy to także znajomości języka sąsiada. Irytuje mnie, kiedy słyszę, że do prowadzenia współpracy wystarcza znajomość języka angielskiego. Tłumaczę wtedy w pewnym uproszczeniu, że na poziomie koncernów angielski może wystarczać, ale gdy ktoś chce uprawiać handel i kontakty, kto chce tworzyć wspólnotę w regionie przygranicznym, ten musi znać język drugiej strony. Jednak pomimo wszelkich uwag krytycznych muszę dodać, iż postęp, jaki nastąpił w ciągu ostatnich dwóch lat zdecydowanie napawa mnie optymizmem. W istotny sposób zmienił się charakter regionu. Nowe realia nad Odrą wyglądają tak, że burmistrzowie na północy naszego kraju cieszą się, kiedy rodziny ze Szczecina wybierają Uckermark jako miejsce do życia. Polscy imigranci na nowo otwierają opuszczone restauracje w brandenburskich wioskach. Nie tylko Niemcy jeżdżą na zakupy do Polski, ale odwrotnie, także wielu Polaków korzysta z ofert wielkich niemieckich centrów handlowych. Most we Frankfurcie nie jest już przejściem granicznym, ale zwykłym mostem, którego używa się, żeby szybko dostać się na drugą stronę Odry. To są oznaki nieznanej dotychczas normalności w tym regionie.
Jak wygląda dziedzina ochrony środowiska i planowania przestrzennego
Na tych obszarach współpraca rozwija się dobrze. Osiągnęliśmy dobry poziom współpracy w dziedzinie ochrony przed pożarami i katastrofami naturalnymi. Prowadzone są wspólne ćwiczenia straży pożarnych. W dziedzinie ochrony środowiska uzgodniliśmy niemal wszystkie sprawy, które można zharmonizować po obu stronach. Znakomicie układa się także współpraca w sprawie zagrożenia powodziowego – inaczej niż jeszcze dziesięć lat temu podczas wielkiej powodzi na Odrze, kiedy sama tylko wiedza o sytuacji w sąsiednim kraju była niedostateczna. Współpraca policji, moim zdaniem, jest obecnie wręcz znakomita. Policjanci obu krajów odbywają wspólne patrole, bardzo dobrze przebiega także ich współpraca z urzędami celnymi. W dziedzinie wspierania gospodarki po latach nieufności zaczynamy określać wspólne interesy. Dzisiaj pierwsze polskie i niemieckie gminy wspólnie starają się zdobywać nowych inwestorów. Jako land Brandenburgia posiadamy także swoich pełnomocników do spraw partnerstwa w Poznaniu i we Wrocławiu, żeby we wszystkich dziedzinach współpracy osiągać jeszcze lepsze wyniki. Także Austria, Czechy i Węgry mają bardzo dobre doświadczenia z takim pełnomocnikami w regionych przygranicznych.
Kontrole graniczne na Odrze zniknęły, ale zostały wzmocnione na wschodniej granicy Polski. Polacy i Ukraińcy skarżą się na konsekwencje tej sytuacji, załamał się handel przygraniczny, kontakty między ludźmi są znacznie utrudnione. Ludzie na Wschodzie mają wrażenie, że Unia Europejska chce ich utrzymać jak najdalej od siebie, jakby nie miała do nich zaufania. Bolesne dla Ukraińców i Białorusinów musi być to, że istniejąca wiele lat granica na Odrze, która wówczas oddzielała obszar Schengen, była bardziej przepuszczalna. Jak Pan postrzega rozwój sytuacji na Wschodzie
Od naszych polskich partnerów dowiedzieliśmy się, jak bardzo nowe zasady utrudniają współpracę przygraniczną na wschodzie Polski. Chciałbym, żeby przy zastosowaniu najnowszych osiągnięć techniki udało się chronić zewnętrzną granicę obszaru Schengen, a przy tym uczynić ją łatwiejszą do przebycia dla ludzi dobrej woli. Handel przygraniczny, kontakty szkół wzdłuż tamtej granicy powinny zostać ułatwione. Europa nie kończy się na Bugu. Zwłaszcza my, Niemcy ze wschodu, nie powinniśmy zapominać, jak zabiegaliśmy o wsparcie dla współpracy nadgranicznej, kiedy jeszcze Odra stanowiła zewnętrzną granicę obszaru Schengen.
Z Matthiasem Platzkiem rozmawiał Basil Kerski.
Z niemieckiego przełożyła Alicja Rosenau






